piątek, 19 lipca 2013

Epilog

Mnóstwo wspomnień, łączących ich przygód. Mieli za sobą piękną przeszłość, jednak nie o to chodziło. Czasem warto cofnąć się do początku. Momentu, w którym wszystko się zaczęło. Spojrzeć na to z innej strony. Tylko wtedy możemy się przekonać, czy postąpiliśmy słusznie. Czy jesteśmy szczęśliwsi niż zanim zaczęła się nasza przygoda, pasmo różnych , często ciężkich wyborów. Draco i Hermiona stanowili kochającą się, nierozłączną parę, odważnie patrzącą do przodu. Nic nie było wstanie przerwać łączącego ich uczucia. Przeżywali każdy dzień najlepiej jak umieli, wiedząc, że powinni z niego korzystać. Zbyt wiele razy otarli się o śmierć. Mieli siebie i co najważniejsze, dwójkę wspaniałych dzieci, które były sensem ich życia. Kto wie jak potoczyłyby się ich losy, gdyby nie początek? Tak ciężki i trudny... Jednak jeśli spojrzy się na to z perspektywy czasu, był słuszną ceną za szczęście, które nigdy więcej ich nie opuszczało.



Wiesz jak to jest, kiedy dążysz do celu?
Kiedy jesteś wstanie zrobić wszystko, dosłownie wszystko, żeby coś osiągnąć?
I przychodzi taka chwila, kiedy ciężką pracą na to zasługujesz.
Czujesz triumf, jesteś dumny, czujesz się... szczęśliwy.
Ale musisz to porzucić.
Dla dobra, nawet nie swojego.
I cała praca, wszelkie starania idą na marne.
I musisz porzucić to co osiągnąłeś, bo tak będzie lepiej... dla wszystkich.
Ale czy dla ciebie?
Patrzysz na swój cel, swoją nadzieję, swój skarb...
I musisz to zostawić.


Mijają jednak lata, a ty z każdym dniem doroślejesz.
Stajesz się bardziej świadomy swojej decyzji.
I wiesz co mogę ci powiedzieć?
Że czasem trzeba coś zostawić by wrócić do tego w pełni, na nowo odkrywając jego piękno.



czwartek, 18 lipca 2013

29. Koniec historii

Żaluzje w szpitalnej sali były zasłonięte, powodując panujący w pomieszczeniu półmrok. Stojące po środku pokoju białe, obdrapane łóżko rzucało na ścianę długi, podłużny cień, a w rogu sali znajdowały się różne urządzenia medyczne mające za zadanie utrzymanie przy życiu pewną kobietę.

Leżała na łóżku pogrążona w głębokim śnie. Wymęczona porodem dziecka ciężko oddychała, próbując uspokoić łomot swojego serca. Po jej czole spływały krople potu, a każdy mięsień błagał o odpoczynek.
Jednak ona już na to nie zważała. Wygrała. Najważniejszą bitwę jaką kiedykolwiek stoczyła. Bitwę o życie.
Fakt, że nie miała siły nawet unieść ręki w niczym jej nie przeszkadzał. Kiedyś dojdzie do siebie i wróci do domu gdzie będą czekali na nią mąż i dzieci. Czy jest coś piękniejszego niż właśnie taka świadomość?

Mężczyzna stanął u progu, analizując dokładnie każdy szczegół pomieszczenia. Wtedy ją ujrzał. Spała na łóżku, z trudem łapiąc każdy oddech. Uśmiechnął się szeroko, czując jak jego serce zalewa fala szczęścia i ulgi. Szybkim krokiem podszedł do łóżka, podsuwając sobie krzesło. Usiadł na nim, łapiąc tym samym żonę za rękę.
-Napędziłaś mi stracha-szepnął delikatnie całując jej dłoń. -Jesteś okropna...
-Draco...-kobieta uchyliła powieki ledwo wypowiadając jego imię.
-Nieważne, nic nie mów. Odpoczywaj-przerwał jej, nie odrywając wzroku od jej czekoladowych tęczówek. Nie mógł uwierzyć, że mógłby ich nigdy więcej nie zobaczyć.
Usta Hermiony wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu, a ona sama zebrała się w sobie by uścisnąć jego dłoń.
-Kocham cię-szepnęła bezgłośnie, a w jej oczach pojawiły się łzy szczęścia. -Gdzie nasze dziecko?-spytała po dłuższej chwili milczenia. W jej głosie dało się wyczuć niepokój. Trzymała je w swoich ramionach dosłownie kilka sekund. Później lekarze zabrali je, pod pretekstem podłączeniem jej do potrzebnych urządzeń.
-Jest w tej sali obok-powiedział, a w jego głosie dało się usłyszeć niespotykaną dotąd czułość. Westchnął głęboko, próbując wziąć się w garść. Malfoyowi nie przystoi okazywać nadmiernych emocji.



                                                                         ***


Minęło wiele ciężkich i wyjątkowo trudnych dni zanim Hermiona i jej córeczka mogły wrócić do domu. Przy wejściu do mieszkania towarzyszył im Draco, którego usta bezustannie wygięte były w szerokim uśmiechu.
Pewnie obejmował swoją żonę, na której ramionach spoczywało maleństwo zawinięte w gruby kocyk.
-Siadaj. Ray jest u Potterów zaraz po niego pójdę...-powiedział Draco, pomagając żonie usiąść na kanapie.
-Dzięki-odparła delikatnie muskając jego wargi. Mężczyzna uśmiechnął się z zadowoleniem, opuszczając na chwilę mieszkanie.
Teleportował się pod sam próg domu Wybrańca, pewnie pukając w drzwi. Otworzyła mu rudowłosa kobieta, która przywitała go szerokim uśmiechem.
-Wszystko w porządku?-spytała nie mogąc doczekać się wieści.
-Dzisiaj zabrałem ją do domu-powiedział spokojnie. Ginny nie mogła jednak ostudzić swojego zapału i bez zastanowienia rzuciła mu się na szyję. Na twarzy mężczyzny wykwitł mimowolny uśmiech. Zrozumiał, że oprócz rodziny zdobył też prawdziwie oddanych przyjaciół.
-Tak się cieszę...-powiedziała kobieta, odsuwając się od blondyna. -Ray!-krzyknęła wołając chłopca.
Po chwili dało się usłyszeć szybkie kroki małych stóp. Brązowowłosy stanął jak wryty z zaskoczeniem przyglądając się stojącemu u progu mężczyźnie.
-Gotowy na powrót do domu, Ray?-spytał blondyn uśmiechając się w swój ulubiony sposób.
Kąciki ust chłopca uniosły się wyjątkowo wysoko, a oczy rozbłysł wesoło. Nie czekając podbiegł do mężczyzny obejmując go w pasie.
-Dzięki, tato-szepnął tak, by tylko Draco mógł go usłyszeć.



                                                                         ***


-Nie sądzisz, że to piękne?-spytała Hermiona, popijając herbatę. Dzieci spały, a oni zostali sami, wpatrując się w rozbiegane płomienie kominka.
-Zależy co masz na myśli-powiedział Draco nie bardzo wiedząc o co chodzi jego żonie.
-Cała ta historia-odparła, opierając głowę na jego ramieniu. -Przezwyciężyliśmy wszystko.
Blondyn uśmiechnął się pod nosem, obejmując szatynkę ramieniem.
-Dużo się wydarzyło...
-Ale wiesz czemu tak naprawdę jesteśmy razem?-spytała, przenosząc wzrok z płomieni na jego stalowoszare oczy.
Mężczyzna uniósł pytająco brwi, zdając sobie sprawę, że jest bardzo niedomyślny.
-Długo nad tym wszystkim myślałam i wiesz... Pomagałeś mi, pomogłeś mi się pozbierać po śmierci Rona. Stałeś się najlepszym przyjacielem Ray'a i sprawiłeś, że obydwoje przetrwaliśmy najcięższe chwile. Otworzyłeś mi oczy, że jedynym czego tak naprawdę pragnęłam i dalej pragnę jesteś ty. Dałeś mi coś czego jeszcze nikt mi nie dał i wiesz? Mimo tego, że potrafiłeś być naprawdę paskudny ja cały czas cię kochałam... i będę kochać do samego końca...
Blondyn uśmiechnął się, całując ją w czubek głowy.
-Ty natomiast jesteś okropna 24 godziny na dobę...-zaśmiał się mocniej ją do siebie przygarniając. Spojrzała na niego z wyrzutem. Po jej wyznaniach mógł zdobyć się na coś głębszego.
-Wiesz czemu jesteśmy razem?
Kobieta spojrzała na niego pytająco. Tym razem to ona nie wiedziała o co może mu chodzić.
-Na to nie ma dobrej odpowiedzi. Jesteśmy razem, bo czujemy, że tego właśnie chcemy. Bo ja też ciebie kocham i tak niech pozostanie-powiedział jakby była to najprostsza odpowiedź pod słońcem. -Bo jesteśmy wstanie pokonać wszystko. Zaczynając od nienawiści , kończąc na śmierci.



                                                                           ***


Jakie zakończenia są najlepsze? Te smutne, wyciskające łzy wzruszenia? Uświadamiające, niosące ze sobą głębokie przesłania, a może te mówiące o tym, że życie to nie bajka?
A może te szczęśliwe? Ukazujące piękno świata, niosące ze sobą pozytywne, radosne uczucia?

Tak czy inaczej wszystko kiedyś musi się skończyć. Chociażby po to, by pozwolić zacząć się nowej równie pięknej przygodzie. Draco i Hermiona dzielnie patrzyli w przyszłość, nie bojąc się zupełnie niczego. Razem mogli przetrwać wszystko. Trzymając się za ręce, odprowadzali swoje dzieci na pociąg, który miał zawieźć ich do Hogwartu. Pociąg, który miał pokazać Ray'owi i Amelii świat , w którym wszystko się zaczęło. Świat, który dwójkę nienawidzących się ludzi zmienił w zakochaną bezgranicznie w sobie parę. Świat, który zrodził miłość między ich rodzicami. Nieważne, że później się rozstawali czy kłócili. Ostatecznie byli razem i już nic nie było wstanie ich rozdzielić.

                                                                 



28. Decydujący moment

-Nie no serio?! Znowu przypaliłeś naleśniki?!-spytał wyraźnie zażenowany Draco. -Jesteś beznadziejnym kucharzem-powiedział kręcąc z niedowierzaniem głową.  -Jak są czarne, znaczy, że nie wyszły-wytłumaczył z niezwykłą cierpliwością, zabierając Ray'owi talerz sprzed nosa.
-Nigdy ci to nie przeszkadzało-powiedział Ray nie bardzo dotknięty niezadowoleniem mężczyzny. Ze spokojem wpatrywał się w ojca, a na jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech.
-Owszem, ale teraz jesteśmy w moim domu, a co za tym idzie w mojej kuchni-wyjaśnił z chytrym uśmieszkiem. -Widziałeś Hermione?-spytał, podchodząc do szafki i wyciągając z niej kawę.
-Myślałem, że jeszcze śpi-powiedział chłopiec wzruszając ramionami.
Draco zmarszczył brwi, zalewając kawę wrzącą wodą.
-Pewnie ukryła się gdzieś w domu. Tu jest mnóstwo kryjówek!-powiedział rozentuzjazmowany Ray. W jego głowie już pojawiły się wizje świetnej zabawy w chowanego.
-Nie sądzę...-mruknął blondyn, siadając naprzeciw chłopca.
-Może zorientowała się, że jednak nie chce być twoją żoną i po prostu uciekła-rzucił chłopiec zupełnie beznamiętnym tonem. Blondyn prychnął z oburzeniem, patrząc na chłopca z zażenowaniem.
-Jeżeli byłaby to prawda, to zabiłbym ją gołymi rękami...
-A ja myślę, że płakałbyś po kątach-zaśmiał się cicho Ray.
-Jesteś wredny-żachnął się, wyciągając rękę po gazetę.
-Po ojcu-powiedział malec wyszczerzając do niego zęby. Draco wywrócił oczami w duchu szeroko się uśmiechając. On nigdy nie miał takich relacji z ojcem. Myśl, że stał się lepszy od Lucjusza bardzo podbudowywała jego ego.
 Zapadła cisza przerywana jedynie odgłosem chrupania tostów przez Ray'a. Dracona bardzo to irytowało jednak nie chciał dać po sobie poznać że się tym denerwuje. Zaczytany w gazecie zupełnie zapomniał, że miał szukać Hermiony, która, co jak co, powinna obudzić się przy nim po ich nocy poślubnej. Dopiero dźwięk sowy stukającej w okno wyrwał go z zadumy. Zrezygnowany oderwał się od lektury, by po chwili głaskać ptaka po pierzastej główce. Zgrabnym ruchem oderwał od jego nóżki kopertę i przeczytał jej zawartość. Z każdym słowem z jego twarzy odpływały wszelkie kolory.
-Ray, muszę iść ,a nie zostawię cię samego w domu-powiedział, zgniatając kartkę i wsadzając ją do kieszeni spodni. -Ubieraj się, teleportujemy się do Potterów.
-Ale...-zaczął chłopiec, niezadowolony, że nie może dokończyć swojego śniadania.
-Ray, w tym momencie!
-Czy to chodzi o mamę? Gdzie ona jest?-spytał chłopiec, lekko przestraszony reakcją mężczyzny.
-Ona...-zaczął, jednak słowa uwięzły mu w gardle. -Ona... zaczęła rodzić-powiedział, jednak nie bardzo to do niego docierało. Nadszedł decydujący moment. Nie wiedział od jakiego czasu, ani w jakich okolicznościach znalazła się w szpitalu. W liście była zawarta jedynie wiadomość, że ma się tam jak najszybciej pojawić.
-To chyba dobrze-powiedział Ray szczerze się uśmiechając. -Ten uparciuch wreszcie wyjdzie z brzucha!
-Ray... Ray, to nie takie proste-powiedział totalnie załamany mężczyzna. -Ja... ja muszę tam jechać, w porządku? Bierz swoje rzeczy i jedziemy do Potterów.
Po chwili obydwoje mogli teleportować się do domu przyjaciół Hermiony. Draco wymienił parę zdań z Harry'm i Ginny by po chwili zniknąć z głuchym trzaskiem.

Szybko przemierzał korytarze szpitala, wiedząc, że nie pozwoli się temu tak skończyć. Do cholery! Nie po to tyle razem przeszli, żeby w końcu jego żona umarła w taki sposób! Nie patrząc przed siebie mijał ludzi i lekarzy chodzących po szpitalu.
-Może by tak pan uważał?-poczuł jak ktoś łapie go za ramie i mocno obraca w swoją stronę.
-Przepraszam, śpieszę się...-zaczął jednak kiedy zobaczył znajomego człowieka momentalnie zamilkł. -To pan...
-Tak sądziłem, że się jeszcze spotkamy-powiedział mężczyzna, a na jego twarz wpełzł szalony uśmiech. -Co tym razem?
-Żona rodzi, panie doktorze-powiedział Draco, dziwiąc się w duchu, swojej wypowiedzi. Nigdy nie sądził, że kiedykolwiek będzie mógł powiedzieć coś takiego.
Stał przed nim ten sam lekarz, który przekazywał mu złe wieści kiedy Hermiona leżała nieprzytomna po wybuchu na Pokątnej. Minęło od tamtej chwili sporo czasu. Teraz to wspomnienie wydawało się być bardzo odległe.
-Nie ma się co śpieszyć i tak pana nie wpuszczą-powiedział lekarz, jakby ze współczuciem. Wypuszczając głośno powietrze z ust, opadł na krzesło w poczekalni. Poklepał miejsce obok siebie, tym samym zapraszając Dracona. Mężczyzna nie zastanawiając się usiadł obok, nerwowo przeczesując palcami i tak rozczochrane włosy.  Westchnął ciężko, ukrywając twarz w dłoniach. Każda sekunda ciągnęła się jak wieczność, strzępiąc jego nerwy. Minuty zamieniały się w godziny, a słowa o Hermionie jak nie było tak nie było. W końcu, gdy już stracił wszelką nadzieję, poczuł jak ktoś dźga go czubkiem palca w głowę.
-Draco-głos Ray'a dobiegał jakby z daleka, nie mogąc przebić się przez barierę rozpaczy jaką wokół siebie wygrodził.
-Co ty tu robisz?-spytał kiedy w końcu się otrząsnął. Uniósł głowę, przenikając spojrzeniem stojącego naprzeciw chłopca.
-Nie mógł usiedzieć w miejscu. Wszyscy się martwiliśmy i...-zaczęła Ginny jednak głos uwiązł jej w gardle. Blondyn wstał, uśmiechając się niepewnie. Lekarza już przy nim nie było. Nie wiedział kiedy przegapił jego odejście. Ginny spojrzała na niego z troską, po czym bez zastanowienia przytuliła się do niego.
-Wszystko będzie dobrze, Draco-szepnęła, próbując chyba bardziej uspokoić siebie niż jego. Mężczyzna niepewnie poklepał ją po plecach, patrząc przez jej ramię na stojącego obok, niezbyt zadowolonego Harry'ego. Mimo to, nawet twarz Wybrańca wyrażała niepokój i zmartwienie. Chyba nikt nie był wstanie odgonić od siebie ciemnych myśli. Mroczne wizje napawały każdy umysł... no może pomijając Ray'a, który nieświadomy przysiadł na krześle wymachując nogami.
-Wiadomo coś?-spytała w końcu Ginny, odsuwając się od mężczyzny i uświadamiając sobie co dokładnie zrobiła. Chociaż... Draco był teraz mężem jej najlepszej przyjaciółki i mogła się do niego przytulić. Oczywiście dopóki w jej głowie nie było nieczystych myśli.
-Nie-odpowiedział blondyn. Jego oczy mocno posmutniały, a on odwrócił wzrok  pragnąc by nikt tego nie zauważył. Niepewność i niecierpliwość, a także strach przed nieznanym. Jedyne uczucia które wypełniały jego wnętrze.
Mężczyzna ponownie opadł na krzesło, zaciskając mocno szczęki.
-Cholera-zaklął wzburzony. -Przecież to nie może się tak skończyć...
Cała sytuacja wyglądała rodem z jego conocnych koszmarów. Hermiona miała odejść bez możliwości jakiegokolwiek pożegnania...
Zerwał się z krzesła wiedząc, że nie może pozwolić na takie zakończenie. Może jego życie nie było bajką, ale z Hermioną było to możliwe. Podszedł do drzwi i złapał za klamkę pragnąc mocno nią szarpnąć, kiedy w tym samym momencie zamek przeskoczył, otwierając przejście.
Po chwili stanął przed nim wysoki mężczyzna w białym kitlu. Wyglądał na bardzo zmęczonego.
-Może pan wejść-powiedział tonem, z którego nie dało się nic wyczytać. Przesunął się na bok, umożliwiając tym samym wejście blondynowi. Draco nie czekając, niemal wbiegł do środka, rozglądając się po wnętrzu. Jego serce biło w zawrotnym tempie, bojąc się tego co może tam zobaczyć.
W jasnym, przestronnym pokoju znajdowało się jedynie małe łóżeczko, w którym leżała malutka istotka. Podszedł bliżej, pragnąc przyjrzeć się jej z bliska. Niewiarygodnie mała, przyglądała mu się z zaciekawieniem jednak nie to go poruszyło. Stalowoszare tęczówki przenikały jego wnętrze, dając tym samym niezrozumiałą ulgę. Na jego twarz wpłynął mimowolny uśmiech. Zarówno oczy jak i włosy dziecko odziedziczyło po nim.
-Dzielna dziewczynka... dużo musieliśmy się namęczyć by ją uratować...-lekarz uśmiechnął się delikatnie, podchodząc do Dracona i klepiąc go po plecach.
Mężczyzna jednak przestał zwracać na niego uwagę. "...dużo musieliśmy się namęczyć by ją uratować..." Czy jest to jednoznaczne z tym, że Hermiona musiała się poświęcić? Przecież od samego początku przygotowywała go na sytuacje w której jedno z nich nie przeżyje.
-Gdzie ona jest?-spytał przenosząc wzrok z córki na lekarza. Mężczyzna spojrzał na niego zaskoczony jego reakcją. -Gdzie ona jest?-powtórzył Draco, czując jak jego serce się zatrzymuje.
-Spokojnie-powiedział lekarz unosząc ręce w obronnym geście. -Walczyliśmy o ich życie parę godzin i...
-Do cholery możesz mi odpowiedzieć?!-krzyknął Draco, nie kontrolując swoich emocji.
-Jest w tamtym pokoju-powiedział lekarz, smętnie wskazując drzwi obok. Blondyn bez wahania rzucił się w tamtym kierunku, jednak został zatrzymany przez silny ucisk na ramieniu. Odwrócił się wyprowadzony z równowagi, patrząc na lekarza z wściekłością.
-Puszczaj-warknął, strącając jego rękę.
-Musisz przygotować się na to co tam zobaczysz...-powiedział lekarz, patrząc na niego ze współczuciem.
-Po prostu powiedz, że ona żyje-wycedził Draco, niemal błagalnym głosem.


                                                                      ***


Wiesz jak to jest opaść na dno i nie móc się odbić?
Jak to jest być spragnionym na pustyni?
Być zgubionym w środku wielkiego labiryntu?
Draco Malfoy był dzielnym i silnym mężczyzną i zapewne mimo ran jakie poniosłoby jego serce, dałby radę unieść taki ciężar. Byłby wstanie podnieść głowę i dumnie kroczyć do przodu. Tak naprawdę, mimo tego jak bardzo się bał i jak bardzo by cierpiał, był gotowy na to co może zobaczyć w pokoju obok.
Wracając do poprzedniego tematu...
Czy wiesz jak to jest opaść na dno i nie móc się odbić, być spragnionym na pustyni czy zgubionym w środku labiryntu?
Draco Malfoy nie wiedział.
Ani przed, ani po przekroczeniu progu sali, w którym leżała jego żona.



środa, 17 lipca 2013

27. Ślub

Mijały dni, a wszystko wydawało się wracać do normy. Postanowienie Hermiony i cała sprawa związana z porodem dziecka stała się tematem tabu. Udawanie, że nie mają żadnych problemów wydawało się być dla nich najlepszym rozwiązaniem. W końcu, ile można się zamartwiać będąc zupełnie bezradnym?
Razem z narodzinami kolejnego dziecka, zbliżał się dzień ślubu. Przygotowania szły pełną parą za co odpowiedzialna była głównie Ginny. Kobieta zajęła się większością spraw, zostawiając przyszłym państwu Malfoy sporządzenie listy gości i dań na weselny wieczór. Przyjęcie z początku miało odbyć się w ogrodzie Weasley'ów jednak przyszłe małżeństwo jednogłośnie stwierdziło, że nie jest to dobry pomysł. Hermiona nie chciała by jej wesele niosło za sobą identyczną atmosferę jak to ,kiedy brała ślub z Ronem. W ostateczności wybór padł na letnią rezydencje Malfoy'ów w południowej części Anglii. Draco z całego serca nienawidził swojego rodzinnego domu, który gdyby nie ten fakt idealnie nadawałby się na tego typu imprezę.


                                                                              ***

-Jak się czujesz?-spytała przyjaciółki rudowłosa kobieta.
-Mam wątpliwości...-szepnęła Hermiona.
-Czy tobie kompletnie odbiło?!-spytała z wyrzutem Ginny. -Co takiego budzi twoje wątpliwości?!
-Nie chodzi o niego-zapewniła wiedząc o czym myśli przyjaciółka. -Raczej o to czy nie popadam w jeszcze większe bagno...
-Spójrz na siebie-powiedziała spokojnie rudowłosa. Hermiona uniosła głowę, spoglądając w lustro. Naprzeciw niej stała piękna kobieta. Ubrana w idealnie dopasowaną, białą suknię. Delikatny, naturalny makijaż podkreślał  rysy jej twarzy, a kasztanowe, spięte w artystycznego koka włosy kontrastowały z jej jasną cerą. Do srebrnej spinki przypięty był długi , tiulowy welon, który kaskadami spadał na ziemię. Wyglądała pięknie, naturalnie i skromnie. Niczym księżniczka z bajki.
-Wiesz co widzę?-spytała Ginny stając za jej plecami. -Śliczną, niezależną kobietę... O patrz! Ty też tam jesteś!-zaśmiała się, rozładowując panujące w pokoju napięcie.
-Ginny!-udała oburzenie szatynka. -Jak możesz?!
-Hermiona, dasz radę-powiedziała już poważnie ruda. -Podejmujesz dobrą decyzję, a najlepszym dowodem na to jest Draco, który czeka tam na ciebie. Idź i powiedz to cholerne "tak", a potem wszystko jakoś się ułoży.
Szatynka spojrzała na nią, pełna  wdzięczności. Nie wiedziałaby co by zrobiła, gdyby nie Ginny, która zawsze ją wspierała. Mimowolnie się uśmiechnęła, po czym biorąc w ręce bukiet kwiatów, wzięła głęboki oddech.
-Dzięki, Ginny-szepnęła, przytulając do siebie przyjaciółkę. -Jesteś najlepsza.
-No przecież wiem...-odparła kobieta, posyłając jej szeroki uśmiech.


                                                                          ***

-Powiem szczerze, że nie lubię ślubów. Są nudne, kobiety płaczą, a na weselach grają kiepską muzykę. Pan młody jak idiota szczerzy się przy ołtarzu, a pannę młodą nie nachodzą inne wątpliwości niż te czy jej nie wystawi. Ja bardziej bym się martwił o to by nie potknąć się na schodach na tych niewyobrażalnie wysokich obcasach!
-Gdybym nie znał twojej żony powiedziałbym, że jesteś singlem, któremu nie udało się w życiu, a teraz szuka pretekstu żeby to wytłumaczyć-powiedział zażenowany Draco. Ubrany w elegancki garnitur ze znudzeniem popijał ognistą whisky.
-Ja natomiast powiedziałbym, że brałeś już ślub tyle razy, że teraz nie wykazujesz najmniejszych emocji.
-Po prostu mi się nie chce-wytłumaczył, pijąc prosto z butelki.
-Brać ślubu?
-Wykazywać emocji. Powiedz mi proszę, po co się denerwować? Co ja mam do stracenia?
-Hermionę.
-To fakt. Chyba powinienem się przejmować, bo ta kobieta jest zupełnie nieobliczalna-oznajmił, dalej zupełnie nie przejęty. Bursztynowa zawartość butelki z każdą chwilą niebezpiecznie malała.
-Dalej nie widzę, żebyś był przejęty...
-Oj Potter, Potter... przecież jestem pijany.


                                                                            ***

Kobiety w pierwszych rzędach płaczą, mężczyźni ze znudzeniem pociesznie klepią je po plecach, a dzieci zastanawiają się co też w tym wszystkim takiego wzruszającego. W końcu cóż pięknego może być w powtarzaniu beznadziejnej formułki, a na końcu obrzydliwego pocałunku? Nie zrozumie tego chyba nikt, kto tego nie doświadczył.
Patrzyli sobie w oczy, jedyne czego pragnąc to móc się w nich zanurzyć. Wszelkie wątpliwości, smutki i inne negatywne emocje po prostu zniknęły pozostawiając jedynie miłość i radość. Pragnęli siebie od zawsze. Odkąd w ich sercach zrodziła się miłość, wiedzieli , że to tak powinno się skończyć.
Małżeństwo, dwójka wspaniałych dzieci. To właśnie tak od teraz o tym myśleli.
Wszelkie komplikacje i czekające ich zagrożenia poszły w odstawkę. Obydwoje zaczęli myśleć pozytywnie, bo to właśnie tak powinni myśleć od samego początku.
Uśmiechy nie znikały z ich twarzy. Ślub, a później wesele w towarzystwie najlepszych przyjaciół były jak ukojenie dla ich wymęczonych i zranionych serc. Były jak marzenie, które wreszcie się spełniło. Które, do tej pory tak nierealne okazały się rzeczywistością.

-Draco, Hermiona chciałam wam życzyć wszystkiego co najlepsze-mówiła Narcyza, która zdawała się być w niezwykle dobrej formie. Nie było śladu po jej dotychczasowo podupadającym zdrowiu. Kobieta tryskała życiem, co bardzo podbudowało państwa młodych. Dało to im nadzieję. Na to, że tak samo może być w ich przypadku. Stali w letniej rezydencji Malfoyów odbierając szczere życzenia kolejnych gości. Ogromny salon zamienił się teraz w piękną salę balową, która tętniła życiem wśród taktów muzyki. Draco pewnie obejmował swoją żonę w pasie, nie mogąc się powstrzymać przed ucałowaniem co jakiś czas czubka jej głowy. Był tego dnia niewyobrażalnie szczęśliwy. Nagle coś przebiegło obok nich, a oni jak na zawołanie oderwali się od siebie wołając za uciekającą postacią.
-Ray!-wyrazy ich twarzy zdawały się nie być zadowolone.
-Taaak?-spytał niewinnie mały chłopiec, zmuszając się do zatrzymania.
-Czołgałeś się pod stołem i wiązałeś gościom sznurówki-powiedziała Hermiona patrząc na niego srogo.
-Tylko wujkowi Harry'emu...-powiedział spuszczając głowę.
-W takim razie nic się nie stało...-powiedział Draco szeroko się uśmiechając. Hermiona zdawała się jednak nie słyszeć jego wypowiedzi i kontynuowała rozmowę z synem.
-I kilkudziesięciu innym gościom!-przypomniała mu z oburzeniem.
Chłopiec popatrzył błagalnie na Dracona domagając się jakiegokolwiek ratunku.
Mężczyzna bezbłędnie odczytał jego prośby i bez wahania przyciągnął do siebie kobietę. Już po chwili całował ją po raz pierwszy świadomy, że ma do tego pełne prawo. Uśmiech satysfakcji nie schodził z jego ust.
-O fuu... błagam mogę już iść?!-spytał obrzydzony Ray, teatralnie zasłaniając dłonią oczy.
Hermiona jedynie wyplątała rękę z włosów Dracona i niechętnie wykonała nią gest, że może już iść, wskazując mu barek z jedzeniem.
Ray jak najszybciej odbiegł zostawiając ich samym sobie. Wreszcie czuli, że są razem i jedyne co mogło im przeszkodzić, a nie mieli na to jakiegokolwiek wpływu była śmierć.

                                                                           ***

Obudziła się, wtulona w jego nagi tors. Na jej twarz wpłynął mimowolny uśmiech. Tę noc mogła bez wątpienia zaliczyć do udanych. Mimo to, coś nie dawało jej spokoju. Coś dręczyło jej sumienie, nie pozwalając spokojnie spać w jego ramionach. Pewna, teraz wydająca się niezwykle odległa ,sprawa.
Zwlokła się z łóżka, po czym zarzucając na siebie ubranie wyszła z pokoju. Po cichu zeszła po schodach, nie mogąc jak bardzo zmienił się letni dworek Malfoyów. Jeszcze parę godzin temu był okazałym domem weselnym. Teraz zmieniono go z powrotem w rezydencje arystokratów. Otulając się cienkim płaszczem wyszła z dworu, by po chwili się teleportować.


                                                                         ***

Cmentarz w Londynie wydawał się być wyjątkowo ponurym miejscem. Nie był on straszny czy mroczny... był po prostu smutny. Smutny jak zresztą chyba każdy cmentarz. Nikomu nie wiązały się z nim dobre wspomnienia. Kasztanowłosa kobieta ze spokojem mijała nagrobki, by po chwili zatrzymać się przy jednym z nich.
-Cześć, Ron-powiedziała zdobywając się na smutny uśmiech. Usiadła naprzeciw marmurowej tablicy, po czym wlepiła w nią swój wzrok. -Dawno nie przychodziłam...-powiedziała, cicho. -Byłam na ciebie trochę zła-wyjaśniła po dłuższej chwili. -Dziś wzięłam ślub. Z Malfoyem. Jestem z nim naprawdę szczęśliwa i choć nie zostało nam dużo czasu jestem najszczęśliwsza.
Jej wzrok powędrował na palec, na którym błyszczała złota obrączka. Jej wypowiedź była chaotyczna nawet w rozmowie z nagrobkiem.
-Mimo to wiem, że to ty byłeś pierwszy. To też nie daje mi spokoju. Czuje jakby ta przeszłość mnie więziła.
Może nie powinnam tak myśleć, a co dopiero mówić, ale... kocham cię, Ron . Dalej cię kocham jak przyjaciela, jak brata z którym tyle przeżyłam. Pojawiłeś się kiedy cię potrzebowałam i mimo wszystko byłeś dobrym mężem. Zdradzałeś mnie, nie mam pojęcia czy mnie kochałeś, ale dla mnie byłeś dobry...
W jej oczach zabłyszczały łzy.
-Ale teraz mam kogoś innego. Kogoś kto, jestem pewna, że mnie nie zdradza i kogoś kto na pewno mnie kocha-wyjaśniła lekko podłamanym głosem. -Wiesz po co tu przyszłam?-spytała, doskonale wiedząc, że nie uzyska odpowiedzi. -Żeby się pożegnać. Bo nigdy tego nie zrobiłam. Wiedz, że byłeś draniem jakich mało, ale ja o tym zapominam i wspominam cię jako przyjaciela. Tak jakby... rozstajemy się w zgodzie.
Jedna drobna łza spłynęła po jej policzku, a usta wykrzywiły się w szerokim uśmiechu. Poczuła w sercu wolność, która upewniła ją, że zrobiła dobrze.
-Do zobaczenia-szepnęła cicho, po czym pełna szczęścia opuściła cmentarz.

wtorek, 16 lipca 2013

26. Nieznane

Patrzył jak umierała. Jej ostatni oddech, spojrzenie czekoladowych oczu... Odeszła od niego szybko i niespodziewanie, pozbawiając go jakiegokolwiek możliwości pożegnania. Chociaż... nawet gdyby taką miał zapewne nie wiedziałby co powiedzieć. Nie mógł jej zatrzymać, sprawić by przy nim została. Każde wspomnienie z nią związane niczym cień przenikało jego głowę. Jego serce rozrywało się na strzępki, powodując niewyobrażalny ból. Miał ochotę protestować, krzyczeć i rozpłakać się jak małe dziecko. Jednak jego twarz nie wyrażała nic. Obojętność. Niczym niewzruszone oczy z chłodem przyglądały się martwej kobiecie. Kobiecie, która była dla niego całym światem, sensem jego życia. Kobiecie, która odeszła, nie racząc powiedzieć nawet słowa pożegnania... Kobieta, która jako jedyna potrafiła obudzić w nim ludzkie uczucia... Czuł jak razem z nią umiera jakaś ważna cząstka jego duszy zabierając tym samym wszelkie szczęście z jego wnętrza. Tląca się w jego sercu iskra nadziei zgasła i nie zapowiadało się by kiedykolwiek miała się odrodzić. W jednym momencie stał się wrakiem człowieka, nie potrafiącym już racjonalnie myśleć czy czuć...

Zerwał się do pozycji siedzącej, ciężko oddychając. Po jego karku spływały zimne krople potu, a ciałem wstrząsały dreszcze. Jego serce biło z zawrotną szybkością, tłukąc w  klatkę piersiową.
Draco Malfoy rozejrzał się po pokoju, próbując jakoś do siebie dojść. Leżała tuż obok. Kasztanowe kosmyki delikatnie opadały na jej zaróżowioną twarz. Kąciki jej malinowych ust uniesione były ku górze tworząc lekki uśmiech. Jej oddech był równy, spokojny... uświadamiał go w tym, że sens jego życia dalej istnieje. Westchnął głęboko, przeczesując palcami platynowe włosy. Przez dłuższą chwilę jedynie wpatrywał się w jej niewinną, spokojną twarz przypominającą anioła. Dopiero po jakimś czasie uświadomił sobie co naprawdę czuje. Wstał z łóżka, podchodząc do szafy z ubraniami i wyciągając z niej wygodne dresowe spodnie i koszulkę wyszedł z pokoju. Przebrał się, po czym jak najszybciej opuścił mieszkanie.

Farba z ławki prawie całkowicie zeszła. Teraz była brzydka i obdrapana. Taka jakby smutna...
Podobna do człowieka, który na niej siedział. Przesiadywał na niej całe dnie. Dopiero późnym wieczorem, kiedy już wszyscy spali wracał do domu, by wczesnym rankiem znowu powrócić na Pokątną. Z nikim nie rozmawiał, nie uśmiechał się, ani nie jadł. Po prostu istniał, ograniczając się do minimalnych czynności. Musiał myśleć, a JEJ nie chciał póki co oglądać. Zbyt wiele bólu sprawiała mu jej osoba. Widok kogoś kto zamierzał odejść, a który tak wiele dla niego znaczył rozdzierał jego serce na coraz to mniejsze kawałeczki.
Hermiona zdecydowanie była jego słabością. Jako jedyna potrafiła sprawić, że w jego klatce piersiowej zaczynało trzepotać coś naprawdę niezwykłego. Serce. Które czuło i kochało. Świadomość, że ona wcale nie zamierza walczyć, że pogodziła się z faktem że umrze... denerwowało go to i doprowadzało do szaleństwa. Był bezradny, nie miał na nią żadnego wpływu. Uciekł z ich życia, zniknął, mając nadzieję, że to coś zmieni. Tak naprawdę zostawił ją bez żadnego wsparcia, od ich rozmowy nie odezwał się więcej ani słowem. Teraz wpatrywał się w otaczającą go ciemność, próbując jakkolwiek się uspokoić. Każdej nocy, kiedy to wracał do mieszkania nawiedzały go koszmary. Nie wiedział co zrobić, żeby się od tego uwolnić. Był jak ktoś w samym sercu labiryntu pozbawiony wszelkich wskazówek prowadzących do celu. Doskonale wiedział czego chce, jednak nie miał pojęcia jaki kierunek powinien obrać by to osiągnąć. Z każdym dniem, iskierka nadziei ledwo tląca się w jego sercu przygasała, stając się naprawdę nic nie znaczącą...
Nagle poczuł jak ławka ugina się pod ciężarem drugiej osoby. Leniwie oderwał wzrok od rozciągającej się przed nim ciemności, spoglądając na siedzącą przy nim kobietę.
-Co tu robisz?-spytał głosem całkowicie wypranym z emocji. Jej widok go zdziwił jednak nie zamierzał tego okazywać.
-Przyszłam za tobą-odpowiedziała, spoglądając prosto w jego stalowoszare oczy.
-Wybacz, że cię obudziłem-powiedział, nie mogąc ukryć kpiny.
-Powinniśmy pogadać-zauważyła, patrząc na niego z bólem. Widziała ile musiała zadać mu bólu swoją decyzją.
-Jak przygotowania do ślubu?-spytał chłodno.
-Nie o tym chciałam pogadać-przerwała mu, spuszczając wzrok.  Nie była wstanie dłużej patrzeć mu w oczy. Nie wyrażały już tego samego co wcześniej. Chłód i obojętność emanowały z nich, porażając ją swoją wrogością. Było w nich coś jeszcze. Zranienie, zawód, ból... nie umknęło to jej uwadze, jednak wiedziała, że za tym idzie też żal i złość skierowane na nikogo innego jak jej osobę.
Mężczyzna wpatrywał się w nią, nie zamierzając ułatwić jej tej rozmowy. Mimo wszystko, po paru minutach nie wytrzymał.
-Powiedz, czego ode mnie oczekujesz?-spytał lodowatym głosem. -Że będę szczęśliwy, że poprę twoją decyzję i będę zachowywał się tak, jakby wszystko było normalnie i dobrze?! Wyobraź sobie, że nie potrafię, że nie chcę tak żyć, że dla mnie to też jest bardzo trudne. Powiedz więc czego oczekujesz, bo ja nie mam pojęcia co jeszcze powinienem zrobić. Nie wtrącam się ,nie kłócę się, obiecałem, że będę działał z twoją wolą! Czego jeszcze chcesz?-dotychczas patrzące w nią z miłością stalowoszare oczy stały się zimne, wrogie. Nie biło już w nich ciepło, któremu nierozłącznie towarzyszył szeroki uśmiech. Draco Malfoy był zły, nieszczęśliwy a przede wszystkim zraniony.
-Żebyś przed tym wszystkim nie uciekał-powiedziała cicho, zdobywając się na spojrzenie mu w oczy. -Żałujesz? Że mnie poznałeś, że doszło do tego że mamy dziecko? Żałujesz tych wszystkich wspólnie spędzonych chwil?-spytała czując jak jej serce na chwile zamiera. Nie musiała jednak długo czekać na odpowiedź.
-Nie-zaprzeczył, a w jego oczach po raz pierwszy zabłysła czułość. Chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak coś nie pozwoliło mu wydobyć z siebie więcej słów. Decyzja Hermiony była dla niego barierą, czymś co bardzo go raniło, czymś co było jego najgorszym koszmarem i coś co miało stać się nieodłącznym elementem jego dalszego życia.
-Więc jeśli jeszcze cokolwiek do mnie czujesz, błagam nie zamykaj się w sobie i mnie nie odtrącaj. Wszystkim nam jest ciężko i dlatego powinniśmy przejść przez to razem. Draco, proszę...
Nie wiedział ile czasu wpatrywał się w nią, tonąc w kolorze jej pięknych tęczówek. Myśli skupiały się wokół niej, analizując wszelkie sprawy. Po dłuższej chwili stwierdził, że jego przemyślenia nie mają sensu. Zadał sobie wtedy jedno, jedyne, kluczowe pytanie. Kochał ją? Kochać to w jego przypadku mało powiedziane. Hermiona była dla niego wszystkim. Była jak powietrze, jak woda dla umierającego z pragnienia.
Nie bardzo znał się na tych sprawach, ale stwierdził, że skoro miłość jest w sercu to mało ma wspólnego z rozumem. Skoro została mu tylko miłość, powinien więc iść i podążać ścieżką wytyczoną przez serce...
Nie zastanawiając się dłużej, przyciągnął ją do siebie, mocno obejmując. Ona miała rację. Skoro się kochają to powinni przechodzić przez to razem. Powinni korzystać z chwili, które kto wie mogą być ich ostatnimi wspólnymi chwilami.
-Przepraszam-szepnął, zanurzając w zapachu jej kasztanowych włosów. -Za to, że dałem ci do zrozumienia, że się w sobie zamykam i ciebie odtrącam, że zostawiłem cię samą i cie nie wspieram. Przykro mi.
Nie wiedział co by się stało gdyby nie wykorzystał tej okazji, gdyby nie zamierzał się z nią pogodzić.
Wstali z ławki, po czym dalej się obejmując ruszyli w stronę mieszkania. Czekała ich niełatwa przyszłość, jednak jeśli chcieli ją przetrwać, musieli trzymać się razem.


                                                                                ***

-Ray czemu nie śpisz?-spytała Hermiona wchodząc do mieszkania. Mały chłopiec siedział na kanapie ze spuszczoną głową.
-Obudziłem się w nocy. Chciałem iść do kuchni po szklankę wody i jak mijałem wasz pokój zobaczyłem, że nikogo nie ma w domu-wyjaśnił, przenosząc swój smętny wzrok na stojącą w pokoju matkę. Kiedy jego spojrzenie natrafiło na Dracona uśmiechnął się delikatnie. -Dawno cię nie widziałem-powiedział podchodząc do mężczyzny. -Gdzie byłeś?-spytał, z nutą żalu.
-Musiałem dużo pracować-skłamał blondyn. -Powinieneś iść spać-przypomniał łagodnie.
-Nie chcę...-mruknął z niezadowoleniem.
-Ray...-powiedzieli rodzice w tym samym momencie.
-Wygląda  na to, że muszę cię zaprowadzić do pokoju-westchnął z zrezygnowaniem Draco. Wziął chłopca pod pachę, po czym bez trudu zaniósł go do jego sypialni.
-Jak się obudzę nadal będziesz w domu?-spytał, proszącym głosem. Mężczyzna zamyślił się na chwilę, po czym przykrywając chłopca kołdrą powiedział:
-Jasne, że tak-na jego twarzy wykwitł delikatny uśmiech.
-Obiecaj-poprosił chłopiec.
-Zaufaj mi, Ray. Jeżeli mówię, że będę to tak właśnie będzie. Nie potrzebujesz moich obietnic.
-Po prostu ostatnio rzadko cię tu widuję. Nie chcesz być już moim przyjacielem?-spytał smutno.
-Jasne że chcę!-zapewnił go mężczyzna. Przysiadł na skraju jego łóżka patrząc mu prosto w oczy. -Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego kiedykolwiek miałem.
-Zasnę, a kiedy się obudzę pójdę do kuchni, spotkam tam ciebie pijącego poranną kawę, a potem będę robił dla nas naleśniki. Narobię bałaganu, budząc tym samym mamę, a ty jak zwykle nie będziesz nawet próbował mnie kryć?-spytał Ray pragnąc się upewnić że to właśnie go czeka.
Mężczyzna westchnął głęboko, a na jego twarzy po raz kolejny pojawił się uśmiech. To niesamowite jak błoga była nieświadomość dla tego chłopca. Nagana od mamy za przypalone naleśniki były jedynym czego się obawiał. Draco nie był pewny czy w ogóle spotka jutro jego mamę. Za parę tygodni Hermiona miała urodzić, a on nie był na to gotowy w żadnym stopniu.Niepewność jaką niosło za sobą jutro było jak najgorsze męczarnie, które zadawały mu ogromny ból. Dlaczego więc niczego nie żałował?

-----------------------
Rozdział krótki, jednak obiecuję, że zrobię wszystko by jutro dodać kolejny ;) Dziękuję za komentarze, za miłe słowa wsparcia itd, itp... Jesteście wspaniali! Jak zwykle proszę o kolejne, wywołujące na mojej twarzy szeeeroki uśmiech opinie :D 



niedziela, 14 lipca 2013

25. Obietnica

Po dwutygodniowej przerwie wracam wypoczęta i chętna do tworzenia rozdziałów!! Wiem, że rozdział nie jest idealny jednak mam nadzieję, że go zniesiecie, a pod postem będzie mnóstwo komentarzy. Nie macie pojęcia jak bardzo motywują do dalszego pisania. Tak czy inaczej powoli zbliżamy się do końca historii. Nie martwcie się jednak! Jak to ja, mam już w głowie kolejne opowiadanie! Teraz już nie zanudzam tylko zapraszam do czytania i licznego komentowania :) 


-Hermiono pozwól, że będę z tobą szczery-poprosił lekarz z troską patrząc na szatynkę. Kobieta zamarła wiedząc, że nie usłyszy od niego niczego dobrego. -Któreś z was tego nie przeżyje-powiedział, a w jego oczach dało się ujrzeć mieszaninę żalu i współczucia.
Hermiona spojrzała na swój ośmiomiesięczny brzuch, czując jak w jej sercu coś pęka. Nie pozwoli by tej małej istotce coś się stało. Od kilku miesięcy żyła sobie szczęśliwie z Ray'em i Draconem spędzając każdy dzień w pełni radośnie. To dziecko też zasługiwało na szczęście. Na śmiech i łzy. Zasługiwało na to by spojrzeć na świat swoimi oczkami i spędzić swoje własne życie!
-Ratuj dziecko, o mnie się nie martw-powiedziała łamiącym się głosem. Wiedziała czego chce i była pewna swojej decyzji. Mimo to się bała. Bała się nieznanej która wyciągała w jej kierunku swoje ramiona. Nie chciała umierać.  -Czy mogę liczyć na to, że i mnie dasz radę uratować?-spytała spoglądając swojemu koledze w oczy.
Mężczyzna skinął głową, patrząc na nią ze smutkiem.
-Jesteś pewna? Mamy ratować dziecko?-spytał nie mogąc pogodzić się z jej decyzją.
-Nie przejmujcie się mną-powiedziała zdobywając się nawet na delikatny uśmiech. -Jeżeli będą komplikacje to dziecko ma przeżyć-poprosiła wstając z miejsca. Czuła jak jej wnętrze wypełnia spokój. Wiedziała na czym stoi. Sprawa była jasna. Nie mogła jednak dusić tego w sobie. Powinna komuś o tym powiedzieć i taką właśnie osobą była Ginny. Po wyjściu od lekarza od razu udała się do domu przyjaciółki.

Zapukała do drzwi, siląc się na uśmiech. Wiedziała, że musi sobie z tym poradzić.
-Hermiona?-spytała lekko zdziwiona Ginny. Stała u progu, a kubek z kawą zatrzymał się w połowie drogi do jej ust. -Co tu robisz? Wszystko w porządku?-spytała zdziwiona jej niezapowiedzianą wizytą.
-Tak... to znaczy nie. Muszę z kimś pogadać-powiedziała szatynka. -Mogę wejść?-spytała po dłuższej chwili milczenia.
-Jasne-rudowłosa oprzytomniała uchylając przed nią szerzej drzwi. Zaprowadziła ją do salonu, zapraszając do szerokiego stołu.
-Gdzie dzieci?-spytała Hermiona.
-Poszły gdzieś z dziećmi sąsiadów. Harry w pracy, więc... mamy spokój i pewność, że nikt nie podsłucha-powiedziała podając jej kubek herbaty. Usiadła naprzeciw niej, a na jej twarzy wykwitł uśmiech.
-Będziemy plotkować i się zwierzać jak za dawnych czasów-powiedziała rozentuzjazmowana.
Hermiona westchnęła cicho, patrząc na przyjaciółkę ze smutkiem.
-Ostatnio bardzo to zaniedbałyśmy-powiedziała cicho, spuszczając wzrok.
-Miona, coś się stało?-spytała Ginny zauważając stan w jakim znajduje się Hermiona.
-No więc... chyba powinnam ci powiedzieć. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką...
Opowiedziała jej o wszystkim. Ginny dowiedziała się jak bardzo poważny jest stan kobiety i jak to wszystko może się skończyć.
-Powinnaś powiedzieć Draco-oznajmiła kiedy Hermiona skończyła swoją opowieść.
-Już za późno. Jak dowie się, że tak długo to przed nim ukrywałam... Poza tym nie spodoba mu się moja decyzja. Lepiej żeby był nieświadomy.
-Hermiona on jest ojcem tego dziecka i bardzo cię kocha. Jestem pewna że jeżeli mu nie powiesz będzie jeszcze gorzej. Popadniesz w jeszcze większe bagno i...
-Ginny to nie jest takie łatwe! Nie chcę żeby o tym wiedział. Po prostu jest mi ciężko przyznać, że to moja wina...
-Miona schowaj swoją dumę do kieszeni i mu powiedz. I nie myśl, że to twoja wina!
-No ale...
-Przecież nigdy nie zrobiłabyś czegoś żeby zaszkodzić maleństwu, prawda?
-No ale w końcu to ja doprowadziłam się do takiego stanu... Musiałam za dużo pracować albo...
-Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, Hermiono... ale jestem pewna, że wszystko będzie dobrze. Po prostu powiedz Draconowi. Jestem pewna, że ci pomoże i będzie wyrozumiały...
Nagle przerwał im odgłos otwieranych drzwi.

-Ginny wróciłem wcześniej-do pokoju wpadł Harry. Uśmiechnął się na widok Hermiony, machając do niej ręką.
-Powinnam już iść-powiedziała kobieta podnosząc się z krzesła.
-Już?-mężczyzna wydawał się być zawiedziony.
-Niestety. Do zobaczenia-uśmiechnęła się porozumiewawczo do Ginny, po czym wyszła z domu.
-To przeze mnie?-spytał Harry uśmiechając się niepewnie. Rudowłosa pokiwała jedynie głową , po czym westchnęła ciężko, ukrywając twarz w dłoniach. Jej przyjaciółka znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji, a ona nie miała możliwości jej pomóc. Czy jest coś gorszego od bezczynnego obserwowania jak ktoś kogo kochasz spotyka cierpienie?


                                                                       ***

-Draco! Musimy porozmawiać-powiedziała Hermiona wchodząc do mieszkania.
-Jeżeli chodzi o bałagan w kuchni to Ray...-oznajmił z niewinnym uśmiechem.
-Nie chodzi o bałagan w kuchni-powiedziała poważnie. Mężczyzna spojrzał na nią ze zdziwieniem, szukając w myślach co też takiego mógł jej zrobić. W końcu jednak się poddał i z cichym westchnięciem powiedział:
-Przepraszam nie powinienem tego robić... i mówić też nie powinienem...
-CO?! Nie mam pojęcia o czym mówisz... nieważne jeszcze się dowiem, ale muszę ci o czymś powiedzieć.
Mężczyzna spojrzał na na nią z powagą, a niepokój wypisany na jej twarzy zbił go z tropu. Czyżby tym razem ona musiała się z czegoś tłumaczyć?
Podszedł do niej, uśmiechając się niepewnie.
-Co się stało?-spytał, łapiąc ją za ręce. Kobieta westchnęła głęboko.
-Wiem, że nie powinnam, ale... czy te twoje oświadczyny są dalej aktualne?


                                                                       ***

Wiedziała jak głupio musiała wyglądać i tak też się czuła. Jednak nigdy wcześniej nie była tak niepewna jutra. Mimo wszystko nie szykowała jej się szczęśliwa przyszłość. Albo będzie pogrążona w rozpaczy po stracie dziecka, albo będzie po prostu martwa i jeżeli może to chce być wtedy panią Malfoy. Naprawdę tego pragnęła, a wydarzenia z ostatnich chwil mocno ją do tego zmobilizowały. Mężczyzna patrzył na nią zszokowany, a po jego głowie pędziło naraz mnóstwo myśli. Co takiego musiało się stać by posunęła się do takiego pytania. Po chwili jednak się otrząsnął. Widząc jej zrezygnowaną i zawiedzioną minę po dłuższej chwili milczenia postanowił coś powiedzieć. Odchrząknął znacząco, po czym bezceremonialnie przyklęknął na jedno kolano. Były to beznadziejne oświadczyny do beznadziejnej sytuacji . Co jak co, nawet jeżeli on tego pragnął to nie tak powinno to wyglądać. Poza tym zostało to mocno zaaranżowane przez Hermione która mimo wszystko sprawiała wrażenie do tego zmuszonej.
-Hermiono czy będziesz tak dobra i wyjdziesz za mnie?-spytał.
-Draco...przepraszam-powiedziała zdając sobie sprawę, że go do tego zmusiła.
-Nie masz za co. Pragnę byś została moją żoną-zapewnił ją, przybierając na twarz  delikatny uśmiech. -Powinienem prosić o to już dawno. Gdybym tylko wiedział, że tego chcesz...
-To nie tak... to znaczy chcę, ale. Kocham cię i ... po prostu dawno powinniśmy to zrobić i...
-Powinniśmy?-spytał  nie bardzo rozumiejąc. Czyżby ona chciała za niego wyjść, bo czuła, że "powinna"?!
-To nie tak, po prostu kocham cię i...-wydawała się być mocno zmieszana.
-Po prostu powiedz to cholerne "tak"-powiedział zirytowany. Mimo to silił się na uprzejmość. Czuł się jak głupek klęcząc przed nią i wysłuchiwać jej życiowych rozterek jednak starał się być jak najbardziej cierpliwy.
-No jasne. Tak!-powiedziała, a on momentalnie podniósł się z ziemi i porwał w swoje ramiona. Po chwili całowali się namiętnie, spełniając swoje najskrytsze pragnienia. Do czasu. Draco nie był głupi. Wątpliwości, które do tej pory błądziły po jego głowie dały się we znaki.
-Dlaczego?-odsunął się od niej, badając uważnym spojrzeniem. -Dlaczego nagle zechciałaś ślubu?
Hermiona spuściła wzrok, czując, że jest najbardziej żałosną osobą na świecie. Spojrzała na niego, uświadamiając sobie jedną rzecz. Ona MUSI mu powiedzieć prawdę. Nie mogła mu tego zrobić. To byłoby zbyt egoistyczne wziąć ślub i wszystko zataić. Nie może dawać mu nadziei , a po czasie zniknąć z jego życia na zawsze.
-Nie złość się-poprosiła opadając na kanapę. Mężczyzna usiadł obok, patrząc na nią z niepokojem. Co takiego leżało na sercu jego Hermionie?
-Co się stało?-spytał zdając sobie sprawę, że Hermiona nie zamierza zacząć tego tematu.
-Bo ja ci nie powiedziałam-powiedziała cicho, ledwo dosłyszalnie.
-O czym?-spytał czując jak po jego plecach przebiegł dreszcz. Coś mówiło mu, że ta rozmowa nie przyniesie nic dobrego. Mimo wszystko postanowił się nie złościć. To by wszystko zepsuło, a Hermiona właśnie stała się jego narzeczoną.
-Draco...ja... od samego początku moja ciąża jest zagrożona. Mam małe szanse na szczęśliwy poród i jest duże prawdopodobieństwo, że ja albo dziecko nie przeżyje...-powiedziała na jednym wdechu. Jej głos wydawał się być słaby i zawstydzony. Nie patrzyła mu w oczy, zbyt mocno bała się tego co w nich zobaczy.
Draco poczuł jak z jego twarzy odpływając wszelkie kolory czyniąc ją jeszcze bledszą. Spojrzał na nią ze zdziwieniem, jednocześnie czując mocne ukłucie w sercu.
-Czemu nie powiedziałaś wcześniej?-spytał, dziwiąc się samemu ile bólu dało się usłyszeć w jego głosie. Było to dla niej jak najgorsze cierpienie. Wolała żeby na nią krzyczał, wyszedł i trzasnął drzwiami. Tymczasem on był smutny, zraniła go...
-Bałam się-szepnęła czując jak łzy napływają jej do oczu. Mimo wszystko to co mu powiedziała było z nią sprzeczne. Za nic w świecie nie chciała mu o tym mówić. Czuła jednak, a może raczej ślepo zawierzyła Ginny, że tak będzie lepiej.
-Nie można nic zrobić?-spytał nie zamierzając rozwlekać tego, że się bała. Znaczyło to jedynie, że mu nie ufała. Kobieta pokręciła przecząco głową, dalej nie śmiejąc nawet na niego spojrzeć.
-Dlatego chcesz za mnie wyjść?-spytał z goryczą. Nie rozumiał o co w tym wszystkim chodzi.
-Przepraszam, nie powinnam o to prosić. Zrozumiem, że nie chcesz. Nasze małżeństwo nie miało by żadnej przyszłości...
-Nie... to dobrze-powiedział czując jak jego serce przeszywa ogromny ból. Spowodowany był myślą, a może raczej wizją jego klęczącego nad grobem Hermiony. Wolał żeby to była Hermiona Malfoy, nie Weasley ani nawet Granger. Pragnął by była jego, chociaż na chwilę. Kobieta w końcu przeniosła na niego wzrok, ukazując mokre od łez policzki.
-Przepraszam-powiedziała, czując, że świadome czynienie z Dracona wdowca będzie czymś niezwykle samolubnym. Mimo to bardzo tego pragnęła. Chciała umrzeć jako jego żona, kobieta tego, do którego od zawsze należało jej serce. Mężczyzna nic nie odpowiedział. Po prostu się do niej przysunął i mocno przytulił pozwalając by wypłakała się w jego koszulę. Nie wiedział co jeszcze mógłby zrobić. Dla niego to też było trudne, chyba jeszcze bardziej trudniejsze. To on musiał się z tym uporać. Znieść wizje świata bez niej....
Tyle, że bez niej nie byłoby dla niego miejsca na świecie. Nie zniósł by braku sensu, którym była właśnie Hermiona. Wtedy przyszedł mu do głowy pomysł. Wiedział jak bardzo był egoistyczny jednak nie potrafił odpędzić od siebie tej myśli. Już chciał wypowiedzieć to na głos kiedy odezwała się Hermiona.
-Obiecasz mi coś?-spytała patrząc mu prosto w oczy. Ciepło jej czekoladowych tęczówek było wręcz hipnotyzujące. Sprawiało że nie dało się od nich oderwać, jedyne czego pragnął w tamtym momencie to właśnie jej samej. Jedyne na co mógł się zdobyć to jedynie posłusznie skinąć głową.
-Zaopiekujesz się Ray'em-powiedziała spokojnie.
-Oczywiście. Tyle, że zrobimy to razem. Musi być jakiś sposób...
-Jeszcze jedno... jeżeli staniemy przed wyborem...
-Hermiono...
-Poczekaj, nie przerywaj mi. Jeżeli staniemy przed wyborem... lekarze będą ratować dziecko. Taka jest moja wola i ty też powinieneś tego chcieć. Obiecaj, że nie będziesz komplikował i pozwolisz im je uratować-jej prośba była wręcz błagalna. -Obiecaj-powtórzyła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Miona-szepnął zrozpaczony. -Nie będzie takiej sytuacji. Będzie dobrze...
-Naprawdę w to wierzysz?!-spytała dalej siląc się na spokój. Mimo to jej głos ponownie zaczął się łamać.
-Draco musisz się pogodzić, że ja nie pozwolę by naszemu maleństwu coś się stało. Nie mogłabym żyć dalej z taką świadomością...
-Dlaczego więc wymagasz ode mnie bym to ja zniósł coś takiego?-spytał, a jego głos stał się nieco chłodniejszy.
-Draco będziesz miał przy sobie dwoje naszych dzieci. One będą cię potrzebowały. W nich będzie cząstka mnie i...
-Przestań!-krzyknął ze złością. -Dla mnie to nie jest takie proste.
-Powinieneś ich kochać...
-Ciebie też kocham-zauważył wyjątkowo oschle.
-Po prostu obiecaj. Zrób to dla mnie. Nie wybaczę jeżeli to dziecko umrze przez twoją decyzję... Jeżeli stracę przytomność, albo nie będę wstanie podejmować decyzji to na ciebie spadnie wybór.
-Czy ty naprawdę nie rozumiesz, że możesz mnie nienawidzić?! Możesz się do mnie nie odzywać, być na drugim końcu świata, czy nawet o mnie zapomnieć. Ja to wytrzymam. Po prostu masz być, niczego więcej nie chcę...
-Draco błagam-poprosiła, a po jej policzkach po raz kolejny spłynęły łzy. -Błagam cię.
Patrzył jak płacze, jak cierpi i jest jej smutno. Tyle, że on czuł to samo. Ona już podjęła decyzję i nie zamierzała jej zmienić. Potrzebowała mieć w nim oparcie, mieć przy sobie kogoś kto poprze jej zdanie. Tyle, że to było dla niego niewyobrażalnie trudne. Taka decyzja zrujnowałaby mu całe życie. Tyle, że on był w niej ślepo zakochany. Widząc jak na niego patrzy jak błaga go o coś czego on za nic w świecie nie chce wykonać... Zawsze mówił sobie, że jej szczęście jest ponad jego wszelkie pragnienia. Teraz, jednak był wstanie bez skrupułów złamać tą zasadę. Był wstanie zrobić wszystko byle tylko ona była przy nim.
Nie miał pojęcia co nim kierowało, ani nawet co takiego działo się w jego sercu, kiedy jej odpowiedział. Kiedy jednocześnie sprawił, że zmieniło się wiele dotychczasowych rzeczy, kiedy to jego życie po raz kolejny legło w gruzach przez brązowowłosą kobietę. Jego starannie budowany światopogląd, przekonania czy całkowite wierzenie w stabilne i spokojne życie runęło tak nagle nie zważając na czas przez jaki je budował. Co ona z nim robiła? Co on chciał osiągnąć? Czego on w ogóle chciał?
-Obiecuję-powiedział ściskając jej dłoń. -Obiecuję, że kiedy będzie trzeba pozwolę ci odejść-szepnął, czując jak jego serce przeszywa niewyobrażalny ból.